SK Moszna, to jest to!

/ 2 komentarzy / 31 zdjęć

SK Moszna, to jest to! - jeździecki, konny, zdjęcia, opinie

Moja jeździecka historia tak naprawdę rozpoczęła się w Stadninie Koni Moszna, którą odwiedziłam po raz pierwszy w 2008 roku. Jazda konna od zawsze była moim marzeniem, które spełniło się właśnie w Mosznej.

Wyjazd zaplanowałam wraz z dwoma koleżankami. Żadna z nas nie umiała jeździć. Na tydzień przed obozem wybrałyśmy się na wycieczkę do stajni w sąsiednim mieście i 15 minut jeździłyśmy na lonży. Bardzo bolały nas po tym nogi, ale każda z nas była zadowolona i w pełni zdecydowana, że chociażby jeden tydzień tych wakacji chce spędzić w siodle. Wybrałyśmy termin i z niecierpliwością oczekiwałyśmy dnia wyjazdu. Aby zabić czas, który ciągle się dłużył spotykałyśmy i wymyślałyśmy różne ćwiczenia na rozgrzewkę przed jazdą (po naszych zakwasach, stwierdziłyśmy, że rozgrzewka na pewno się przyda), czytałyśmy książki o koniach (każda miała inną) i powtarzałyśmy sobie wiadomości, które przydadzą się podczas czyszczenia koni i jazdy. Dziś wydaje się to nieco śmieszne, ale wtedy, dla 12- letniej dziewczynki, która od dziecka marzy o koniach, taki wyjazd to było coś i należało być jak najlepiej przygotowanym, chociażby teoretycznie.

Wreszcie nadszedł długo oczekiwany dzień- 03.08.2008r (niedziela). Do Mosznej, która znajduje się niedaleko Opola i Krapkowic, wyjechaliśmy ok.12 a na miejscu byliśmy o 14. Bez trudu tam trafiliśmy, ponieważ kiedyś z rodzicami wybraliśmy się na sobotnią wycieczkę do pałacu sąsiadującego ze stadniną, który bardzo przypomina mi ten z bajek Disneya. Udaliśmy się do „Kurnej Chaty”, gdzie miałyśmy opłacony pokój z łazienką i wraz z Kasią i Klaudią po zameldowaniu i pozostawiłyśmy bagaże w pokoju numer 10 (o ile pamięć mnie nie myli) i tam się rozpakowałyśmy. Czas jakoś szybko zleciał i była kolacja. Wszystkie posiłki spożywaliśmy w pałacowej jadalni. Po kolacji usiedliśmy pod rozłożystym drzewem obok pałacu i każdy się przedstawił. Poznaliśmy się nawzajem i zaprzyjaźniliśmy się z opiekunami.
Następnego dnia (poniedziałek) po śniadaniu przydzielono nas do trzech grup: początkujący, zaawansowani i ABC skoków przez przeszkody. Ja i koleżanki trafiłyśmy do początkujących, ponieważ byłyśmy wtedy kompletnymi laikami. Poszliśmy do stajni, nasza instruktorka przemiła p.Basia przydzieliła nam konie. W naszej grupie jeździliśmy głównie na fiordingach. Dostałam Cizę, wyczyściłam ją prawie samodzielnie. Miałam problem z kopytami i siodłaniem, ale ktoś starszy mi pomógł. Nasze jazdy odbywały się na hali w zastępie. Zazwyczaj zastęp prowadziła nasza koleżanka którą poznałyśmy na obozie- Patrycja, ponieważ jeździła już rok i bardzo dobrze sobie radziła. Pamiętam jakim wielkim problemem było dla mnie utrzymanie konia w zastępie i jeszcze samodzielne kłusowanie! Teraz wydaje się to bardzo śmieszne, ale tak było, ponieważ po 15 minutach jazdy na lonży nie wiele się umie. No, ale stało się, byłyśmy na obozie i zostałyśmy rzucone na głęboką wodę, trzeba było sobie jakoś radzić. Po pierwszej jeździe, która trwała 45 minut byłyśmy zmęczone, ale to nie był koniec! Po obiedzie czekała nas druga jazda. O 16 mieliśmy drugą jazdę. Nasza grupa nie była liczna, tylko sześć osób z czego trzy, które nic nie umiały, czyli ja z Kasią i Klaudią. Wszyscy jeździliśmy w tym samym czasie. Na drugiej jeździe miałam Cynię, też fiorda. Tylko, że ta była bardziej niegrzeczna i częściej wychodziła z zastępu. Jednak to ją zapamiętałam najlepiej i polubiłam najbardziej. Wieczorem po kolacji oglądaliśmy film o koniach.

Wtorek opiszę dokładnie tak jak w moim pamiętniku, który prowadziłam podczas obozu:
Dzisiejsza poranna jazda była super! Jeździłam na Cyni, mam nadzieję, że podczas obozu ciągle będę na niej jeździć. Jest dziś grzeczniejsza z zastępu wyszła tylko dwa razy, kiedy wszystkie konie się spłoszyły, bo coś spadło z dachu ujeżdżalni. Załapałam trochę jazdę kłusem i panowanie nad koniem. Druga jazda nie była taka przyjemna, choć bardzo zabawna. Jeździliśmy tym razem na odkrytej okrągłej ujeżdżalni na którą mówią rondelek, albo patelnia. Na początku jeździło się fajnie, potem Cynia weszła do środka, gdzie prędzej weszła Kasia na Cizie. Nie umiałyśmy wrócić do zastępu, więc poddałyśmy się i śmiałyśmy się z tego chodzenia w kółko. Później Cynia poniosła trzy razy! Za pierwszym razem daleko poleciała, ale na szczęście ją podciągnęłam i się zatrzymała. Później tak na nią nakrzyczałam, że wróciła do zastępu. Za drugim razem tylko tak szarpnęła. Za trzecim razem spadłam… Było to prawie w tym samym miejscu, co za pierwszym razem. Spadłam na prawą stronę po wewnętrznej stronie. Obdarłam sobie kolano i nic więcej, na szczęście tylko to. Po upadku miałam pełno piachu w ustach, nosie i uchu. Nie byłam sama, dziewczyna ze starszej grupy też spadła.

Po tym kawałku pamiętnika, można stwierdzić na jakim poziomie jeździectwa wtedy byłam, ale nie wstydzę się tego, mieć taki pamiętnik z początków jeździectwa to naprawdę wielki skarb.
W środę jeździłam na Bobie a Klaudia na Cyni. Byłam na nią za to zła, bo ona miała bacik, którego Cynia się bała i grzecznie chodziła. Drugiej jazdy nie było, ponieważ jechaliśmy na rowerach nad jezioro. Po powrocie z wycieczki bawiliśmy się w podchody.

Czwartek przyniósł nam złą wiadomość. Bob dostał ochwatu i nie mógł chodzić. Z tego powodu na jazdę dostałam piękną karo-gniadą klacz pełnej krwi angielskiej- Domitillę. Bardzo dobrze mi się na niej jeździło i była grzeczniejsza niż fiordy. Wtedy po raz pierwszy prowadziłam zastęp. Drugą jazdę spędziłam na grzbiecie mojej ukochanej Cyni. Wieczorem zorganizowaliśmy rewanż podchodów. Naprawdę pięknie jest w przy pałacowym parku i na „Wyspie Zakochanych”, którą odwiedziliśmy podczas zabawy.
Piątek był klasycznym dniem, jeździłam dwa razy na Cyni. Ćwiczyliśmy czworobok, który mieliśmy jechać pod koniec turnusu. Po jazdach zrobiłyśmy dużo zdjęć koniom i moczyłyśmy nogi karo-srokatemu kucykowi- Patrysi, która cierpiała na ochwat. Kasia bardzo pokochała Patrysię i już od początku obozu się nią zajmowała.
Nadeszła sobota, czyli ostatni dzień w Mosznej. Było to dla nas wielki dzień. Nasza grupa jechała czworobok składający się z różnych figur w kłusie i stępie. Uważam, że poszło mi dobrze, ale najlepiej wypadła Patrycja. Przed obiadem dostaliśmy dyplomy a po nim przyjechali rodzice. Pokazałam jeszcze młodszej siostrze jak czyścić konia i nadszedł czas rozstania… Chciało mi się płakać, kiedy rozstawałam się z tymi wszystkimi ludźmi z p.Basią, która tyle nerwów straciła ucząc nas podstaw, z opiekunami, a z końmi przede wszystkim…. Obiecałam sobie wtedy, że powrócę do Mosznej.
Rok później znów odwiedziłam Mosznę. Tym razem byłam w grupie zaawansowanej. Tak samo jak wcześniej pisałam pamiętnik, dzięki niemu mogę odtworzyć wspomnienia z tamtego turnusu.

Drugi raz do Mosznej wybrałam się 21.06.2009r. z moją młodszą siostrą Martą i Patrycją, którą poznałam w 2008roku na obozie. Po przyjeździe pojechaliśmy bryczkami zwiedzić okolicę. Znów miałyśmy pokój nr.10. Poznałam wiele fajnych dziewczyn z grupy ABC skoków przez przeszkody. Sama w mojej grupie tez skakałam. Były to moje pierwsze skoki w życiu. Skakałam na Grafini, klaczy rasy sp. Nasza grupa miała jazdy na rondelku (bardzo duże piaszczyste koło), jeździliśmy nawet w deszczu, bo pogoda niestety nie dopisała. Prawie cały turnus lało. Dlatego też nie jechaliśmy w teren. Ale i tak było fajnie. Mieliśmy zajęcia z woltyżerki, które przypadły mi do gustu. Wieczorami oglądaliśmy Filmy instruktorzy opowiadali nam o sukcesach koni z Mosznej i nie obeszło się bez wieczornych podchodów. Zamiast wycieczki rowerowej, pojechaliśmy autokarem do Opola do kina. Czasem szłam obejrzeć trening grupy skokowej, który bardzo mi się podobał i marzyłam, żeby skakać tak jak oni. Konie w ich grupie naprawdę były sportowcami. Niektóre w weekend wróciły z torów wyścigowych z Czech. W przerwach pomiędzy jazdami chodziliśmy na strych „Kurnej Chaty”, gdzie znajdował się bilard, stół pingpongowy i było bardzo dużo miejsca, oraz tajemnicze drzwi, które odważyliśmy się otworzyć. Drzwi były w białej ścianie i wyróżniały się tylko dziurką od klucza. Pewnego dnia weszliśmy tam. Ukazał nam się duży pokój ze starymi materacami i zakurzonymi księgami. Były tam też wycinki z gazet, oczywiście o koniach. To było coś w rodzaju archiwum, ale zapomnianego i zakurzonego. Weszliśmy tylko na chwilę i przejrzeliśmy tylko te papiery, które były na wierzchu. Pamiętam zdjęcie pięknego konia z wycinka z gazety i bardzo, bardzo stare dokumenty aukcyjne. To miejsce miało tajemniczą atmosferę, ale niestety wyszliśmy jak najszybciej, żeby opiekunowie nie zauważyli. Oprócz spędzania czasu na strychu graliśmy w piłkę na hali, odwiedzaliśmy mini zoo i chodziliśmy do pobliskiego sklepu, lub zamku. Spacerowaliśmy też po parku i wspólnie się tam bawiliśmy. Wieczorami mieliśmy dyskoteki w patio należącym do restauracji Point, która w 2009roku serwowała nam posiłki.

Tym razem przy wyjeździe poleciały mi z oczu prawdziwe łzy, obiecałam, że jeszcze kiedyś tam wrócę, niestety od 2009 roku nie odwiedziłam Mosznej ze względu na brak funduszy. Minęły już 3 lata a ja nadal mam wrażenie, że to było rok temu. Zapewne wiele się już tam zmieniło, ale i tak zachęcam wszystkich do wyjazdu na obóz jeździecki do Mosznej, bo naprawdę warto!


Informacje praktyczne dla przyszłych obozowiczów:
- toczek można wypożyczyć za darmo, ale jak wiadomo ze względów higienicznych warto mieć swój
- należy zabrać wygodny strój do jazdy i buty
- o dojazd trzeba zadbać we własnym zakresie
- zakwaterowanie jest w czystych pokoikach 2,3 i 4 osobowych z łazienką , lub bez
- jazdy są 2 po 45minut każda w 3 grupach zależnych od poziomu zaawansowania
- organizowane są zajęcia z woltyżerki i powożenia*
- kurs ABC skoków przez przeszkody jest płatny osobno
- warsztaty „ szkolenie podstawowe jeźdźca i konia”*
- organizowana jest poranna rozgrzewka i dyżury przy obrządku koni*
- turnusy trwają od niedzieli do soboty
- dokumenty, które trzeba zabrać: ważna książeczka zdrowia, legitymacja szkolna, paszport
- koniecznie weźcie ze sobą aparat, oraz pamiętnik, bo naprawdę jest co wspominać :)
- oczywiście dobry humor wskazany :D
* informacja zaczerpnięta ze strony internetowej www.moszna.pl oznacza to, że na moich turnusach nie było danego elementu, ale teraz został wprowadzony do programu obozu

W Mosznej można się wiele nauczyć, spędzić miło czas w towarzystwie kopytnych, oraz poznać piękno natury. SK Moszna to idealne miejsce na obóz,
SK MOSZNA, TO JEST TO!!!


 

3
Oceń
(5 głosów)

 

Galopuje.pl poleca

 

SK Moszna, to jest to! - opinie i komentarze

wilejkaawilejkaa (2012-05-21 21:16)
0
Gdzie jest SK Moszna? ;)
LadyZuzuLadyZuzu (2012-05-27 16:04)
0
SK Moszna jest niedaleko Opola i Krapkowic, na mojej mapce słabo widać, ale podaję dokładny adres: STADNINA KONI MOSZNA UL. WIEJSKA 30 47-370 ZIELINA woj. opolskie

skomentuj ten artykuł