Ochwat można wyleczyć - do ochwatu można nie dopuścić

/ 1 komentarzy

Ochwat można wyleczyć - do ochwatu można nie dopuścić do stajni, do stadniny, zdjęcia, opinie

Będzie długo, boleśnie i bez ogródek. Tak jak zazwyczaj jest z ochwatem u koni. Pisałam już o tym gdzieś i kiedyś, pisałam wielokrotnie. Zdaję sobie sprawę, że wypowiedzi przeciętnej miłośniczki koni nie docierają do wszystkich - zwłaszcza, że nie opłacam reklam swojego bloga, piszę sporadycznie i niekoniecznie na tematy obecnie modne.



Nie obwiniam nikogo za to jaką pasję sobie wybrałam. Nie wiem też czy był to wybór świadomy, czy po prostu tak miało być. Siedzę dzisiaj w jakimś stopniu w tym końskim świecie, ukierunkowałam się w stronę handlu (ktoś kiedyś powiedział, że w tym na pewno będę najlepsza - czas pokaże ;)) ale zanim do handlu doszłam przetarłam inne ścieżki. Konie na własność, udział w szkoleniach, wspólne działania z fundacją ratując konie. Zawsze w tyle głowy miałam swoje własne przekonania dotyczące koni i ich utrzymywania. Nie wyuczyłam się tego, po prostu szczerze i zawsze stawiałam dobro konia na pierwszym miejscu. Na pierwszym miejscu przed wszystkim, może dlatego że nie miałam zbyt wiele wiary w siebie ani szczególnego parcia na tzw. szkło, a może dlatego że konie naprawdę były i są moją prawdziwą pasją.



Dzięki temu, albo przez to że gdzieś w tym końskim świecie istnieję, odbieram różnego rodzaju telefony, różnych ludzi spotykam, różne konie widzę, różnym sytuacjom towarzyszę. Uczę się każdego dnia - przede wszystkim pokory i opanowania swoich własnych emocji, a szlag jasny trafia mnie średnio co drugi telefon i co drugie spotkanie.







Do sedna. Największy problem jaki spotykam to problem z kopytami - albo ktoś dzwoni, że kopyta takie nie inne, że ochwat - koń leży "Pani pomóż", albo po prostu świadczę usługę transportu i widzę sama. Ochraniacze transportowe, grzywa przycięta, na boksie wiszą aktualności sklepów jeździeckich, a kopyta pożal się Panie Boże. Ostatnio zadzwoniła do mnie pewna Pani w wieku około lat 70, że ma 5 kucy, w tym jeden leży albo na zmianę chodzi i kuleje. Nie chciała nic kupić - chciała mi powiedzieć, że ma problem. I właśnie o to chodzi ona ma problem, nie koń mimo że koń ma ochwat. To właśnie my ludzie mamy problem, choć to konie cierpią ból, najczęściej spowodowany naszą ręką. Wysłuchałam więc tego co owa Pani miała mi do powiedzenia i na tyle ile mogłam to spróbowałam pomóc. Znów przyszło mi walczyć z wiatrakami. Pani stwierdziła, że problem znika jak weterynarz poda leki, ale później znów problem wraca, a ostatnio to już w ogóle weterynarz powiedział, że nic więcej nie da się zrobić. Skontaktowałam się więc z owym weterynarzem, aby z punktu widzenia medycznego dowiedzieć się więc jak głęboki jest problem, że taką diagnozę postawił. I znów szlag jasny mnie trafił. Ochwat, rotacja wcale nie duża, ale ... wszelkie zalecenia weterynarza, oraz to co ja sama jej powiedziałam to jak rzucanie grochem o ścianę. Pani nie dopuszcza do siebie istotnych informacji, że kuc i ochwat to w wielu przypadkach rzecz nieunikniona. Nieunikniona dlatego, że nasza wiedza na ten temat jest wciąż zbyt mała. Nie dopuszczamy do siebie takich informacji jak to że problem z kopytami to najczęściej efekt złego karmienia. Pani karmi dobrze, bo kuce mają stale zielone pastwiska. Jak tu teraz przetłumaczyć, że to może być właśnie główny powód problemu, że co nagle miałaby nie karmić? I tak ze skrajności w skrajność w większości rozmów. Staram się uświadomić sobie, że nie wszystkim da się pomóc, mało tego nie wszyscy chyba jednak tej pomocy chcą, albo chcą takiej jaka im odpowiada. Dzwonią z problemem, ale jeśli rozwiązanie problemu jednak jest inne niż w ich myślach to już nie dopuszczają do siebie myśli, że jednak ktoś może mieć rację. W ten sposób tworzy się błędne koło, a cierpią nadal tylko konie. 







Jeżdżąc do różnych stajni, widząc konie w pensjonatach, znając ceny pensjonatów zastanawiam się dlaczego ludzie którym gotówki nie brakuje nie inwestują jej po prostu w wiedzę. Płacimy często po 800 zł za pensjonat (jak nie lepiej) i oferujemy tym samym naszym koniom złotą klatkę. I stoi nasz ukochany pupil w boksie 3x3 (daj Boże 3x3) w pół na betonie z pustym żłobem, a za oknem słońce, piękna pogoda. Oczywiście wyczesany, grzywa podcięta w firmowym kantarze i jest szczęśliwy. Spoglądam na kopyta - podkute, mało tego podkute jakieś 4 miesiące temu. Kupujemy naszym koniom wszystko to bez czego one i tak byłyby końmi, wciąż byłyby szczęśliwe. Mało tego nie kupujemy im tego co zwiększyłoby ich komfort życiowy, nie kupujemy dla samych siebie wiedzy, a jest ona dziś na prawdę dostępna, ma poziom. 







Od kiedy uświadomiłam sobie, że problem kopyt to problem który pojawił się w momencie kiedy my ludzie wepchaliśmy nasze niszczycielskie łapy w naturę, jest mi potwornie żal koni. Ilekroć rozmawiam o ochwacie, kopytach przerośniętych i tłumaczę, że fatalne przypadki da się"naprawić" tylekroć mam wrażenie, że ludzie oczekują ode mnie innej odpowiedzi, a najlepiej preparatu. Jest pełna gama wszelkich preparatów i owszem wiele z nich wspomaga leczenie, ale jest też taka wiedza która do leczenia nie dopuści, bo nie dopuści do doprowadzenia konia do ochwatu. Ochwat był, jest i będzie najczęściej efektem złego żywienia. Nie zawsze to co uważamy za dobre - dobrym się okazuje. Bez kopyt nie ma konia! Koń jako zwierzę otwartych przestrzeni musi te otwarte przestrzenie mieć! Musi mieć ruch! Żadna godzina treningu nie zrekompensuje mu całodniowego stania w boksie. Nie ma takiej opcji. Jeśli decydujemy się na konia nie myślmy w pierwszych chwilach o to jaki sprzęt musimy zakupić by móc wozić swój tyłek na końskim grzbiecie. Pomyślmy i zaczerpnijmy wiedzy o rzeczach elementarnych jak prawidłowe żywienie koni i utrzymywanie. Co koń musi mieć zapewnione by jego życie nie było upośledzone. Jeśli zamieramy trzymać konia w pensjonacie nie patrzmy na to czy ma on krytą halę - to wygodna tylko dla nas, a przecież to koń będzie w tym pensjonacie żył codziennie - dzień i noc. To on powinien w nim mieć wszystko to co jest potrzebne i niekoniecznie są to automatyczne poidła, a ilość pastwisk, czas jaki konie na nich spędzają, częstotliwość karmienia (siano musi, być dostępne całodobowo (znów przypomniał mi się temat koni kolkujących na które nie ma rady)).







Ochwat jest chorobą udomowienia koni, chorobą która pojawia się najczęściej tam gdzie wiedza jest niekompletna. Ochwat można wyleczyć, ale wymaga on sporej samodyscypliny od właściciela konia. Jest coraz więcej osób interesujących się tym schorzeniem, osób które potrafią temu zaradzić. Jest coraz więcej osób, które są w stanie przekazać nam wiedzę na odpowiednim poziomie dotyczącą prawidłowego żywienia. Jednak nic nie pomoże jeśli nie zmienimy toku myślenia, że to co nam wydaje się najlepsze wcale nie musi takie być dla koni.



Zawsze patrzę koniom na kopyta i szlag mnie trafia.



~ Malwina Kupiec


 

0
Oceń
(0 głosów)

 

Galopuje.pl poleca

 

Ochwat można wyleczyć - do ochwatu można nie dopuścić - opinie i komentarze

TawaczinTawaczin (2017-03-15 13:12)
0
Dobrze napisane, samo sedno, że tak powiem. Sama mam konie obecnie 3 ale u mnie żadny koń nigdy ochwatu nie miał na szczęście, a mam 2 kuce (większe) więc potencjalne ryzyko jest. Jedna dbałość o konie na razie (odpukać) daje pozytywne rezultaty, i ochwaty nam na razie nie straszne, z przerostem kopyt też nie ma problemu bo sama robię korektę co 6 tygodni lub w razie potrzeby. jak to się mówi umiesz liczyć licz na siebie.

skomentuj ten artykuł