Czwartek niby zwykły dzień, a jednak

/ 2 komentarzy / 2 zdjęć

Czwartek  niby zwykły dzień, a jednak - jeździeckie, koni, zdjęcia, opinie

Czwartek 26 stycznia 2012 roku. Od poniedziałku nie mogłam doczekać się tego dnia, nie dość, że w szkole same sprawdziany to jeszcze świadomość o zbliżającej się maturze mnie dobijały. Ten dzień w końcu przyszedł! Skończyłam lekcje o 11:10, więc bardzo wcześnie. Przyszłam do domu i od razu spytałam się mamie czy jest tata. Odpowiedź była twierdząca, co mnie uszczęśliwiło. nie musiałam tłuc się autobusami.

Zanim wyjechałam z domu zjadłam coś i wypiłam herbatę. zapakowałam potrzebne rzeczy i ruszyliśmy. Tata podwiózł mnie i jeszcze chwilę gadaliśmy w samochodzie, czy przyjedzie po mnie on, czy chłopak siostry. Na szczęście teraz ma kto mnie podwozić. Po dogadaniu z tatą wyszłam z samochodu i pokiwałam tacie, gdy odjeżdżał.

Poszłam do przebieralni i się przebrałam. poszłam do ujeżdżalni, gdzie zostawiłam rękawiczki. Kątem oka dostrzegłam Tokaja na łące, który spoglądał w moją stronę. Krzyknęłam do niego: 'Dzień dobry, kochany!', on odpowiedział mi cichym rżeniem. Weszłam do ujeżdżalni, wzięłam rękawiczki, a gdy wyszłam Tokaj nadal patrzył w moją stronę.

-No, już idę Tokuś! Chodź!- krzyknęłam do niego on ruszył kłusem do furteczki od padoku. Na padoku były klacze, z którymi się przywitałam, gdy tylko do mnie podeszły. Tokaj dobiegł do mnie i przywitał się ze mną dotknięciem mojej ręki nosem. Poszłam jeszcze po siano. Na schodach domu zobaczyłam Panią Magdę, więc krzyknęłam 'Dzień dobry!', Pani odpowiedziała tym samym i dodała, żebym dała koniom dużo siana.

Dałam im dosyć sporo i zabrałam się za porządkowanie stajni, co okazało się trudniejsze z powodu mroźnego wiatru, który wiał niemiłosiernie na łące. Podczas sprzątania boksów zauważyłam, że Wena- córka Wery przygląda mi się. Wyciągnęłam do niej rękę, a ona podeszła i zaczęła mnie obwąchiwać. Podniosła wyżej głowę i zaczęła wąchać moją twarz. Śmiałam się do rozpuku, ponieważ jej włoski czuciowe łaskotały mnie po nosie. Zabrałam się z powrotem do sprzątania boksu Lamy, Wena stała i patrzyła jak sprzątam. Nagle strzeliło mi do głowy porobić sobie zdjęcia, kiedy Wena mnie obwąchuje. Porobiłam parę fotek i dokończyłam sprzątać.
Zaprowadziłam Wenę do boksu, a Lamę, Werę i Sarbię zaprowadziłam do ujeżdżalni. Tokaja nie musiałam przyprowadzać, sam galopem wbiegł i zaczął się tarzać w trocinach. I znów zaczęłam się śmiać (jak te konie działają, że zapominam o swoich troskach). Później przyjechała Benia i rozpaliłyśmy w kominku ujeżdżalni. Chwilę czyściłyśmy konie, gdy weszła Kasia. Poczekałyśmy, grzejąc się przy kominku i jedząc jabłka na Marlenę i Andrzeja, którzy pierwsi zaczynają zajęcia. W między czasie zdążyłam wsiąść na Werkę i pojeździć. Kilka godzin zajęć zleciało migiem, tata zadzwonił do mnie, że już jest. Zeszłam z Wery, ale tata wszedł do ujeżdżalni i powiedział, że mogę jeszcze trochę pojeździć, bo jednak Marysia wracała autobusem i wysiadała w Jaksicach. Z uśmiechem znów wskoczyłam na grzbiet Wery i zaczęłam kłusować, później przeszłam do stępa i tak do końca zajęć jeździłam.

Po zajęciach ja, Benia, Kasia i Pan Darek rozebraliśmy konie z uzd i włożyliśmy im kantary. Pan Darek otworzył drzwi, konie wyszły a ja poszłam się przebrać.
W samochodzie, gdy czekaliśmy na siostrę aż przyjedzie, rozmawiałam z tatą na temat koni. Tata trafnie zauważył, że Wera ma ładne chody. Ucieszył mnie fakt iż tacie również się podoba Wera. Tata opowiedział mi, że kiedy był nastolatkiem to w gospodarstwie dziadka były dwa konie, Orlik i Dorota, które słuchały tatę jak nikogo innego. Tata powiedział, że pewnie taką smykałkę do koni odziedziczyłam właśnie po nim. Wróciliśmy do domu i wszystko opowiedziałam mamie.
A to dwa zdjęcia z Weną, które zrobiłam tamtego czwartku.


 

5
Oceń
(3 głosów)

 

Galopuje.pl poleca

 

Czwartek niby zwykły dzień, a jednak - opinie i komentarze

użytkownik22640użytkownik22640 (2012-01-30 19:07)
0
SUper! 5/5
koniki003koniki003 (2012-02-21 16:38)
0
Extra wpis nawet ja takich nie pisze .CUDOWNIE;)

skomentuj ten artykuł